[ x ]

Nowe zasady dotyczące cookies:

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Tutaj dowiesz się, jak to zrobić. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies.

OPUS DEI czyli mistycy w garniturach

W głośnej książce „Kod Leonarda da Vinci” pada wiele oskarżeń pod adresem katolików. Polski wydawca dołączył więc do niej komentarz, w którym prostuje zarzuty. Dziwnym jednak trafem ponad połowa tych wyjaśnień dotyczy organizacji Opus Dei. Czy dlatego, że jest tak wspaniała czy też wzbudza taki strach, że lepiej z nią nie zadzierać?

Josemaria EscrivaJedni nazywają ją czarną masonerią i katolicką mafią, która rządzi światem. Inni traktują z nabożną czcią. Sama organizacja zazdrośnie strzeże swoich tajemnic, pewne jest tylko jedno – Opus Dei to 90 tysięcy bardzo wpływowych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i mają dość władzy oraz pieniędzy, by te cele osiągać. A wszystko zaczęło się bardzo niewinnie.

Był chłodny zimowy poranek. Josemaria Escriva jak co dnia szedł do szkoły. Nagle zobaczył na śniegu odcisk bosej stopy. Zatrzymał się. W okolicy nie brakowało biednych, ale przecież każdy miał przynajmniej drewniane chodaki. Co się stało, że ktoś zdecydował się wyruszyć w drogę bez obuwia? Po chwili zrozumiał, że był to mnich z pobliskiego klasztoru karmelitów bosych. Chciał iść dalej, ale działo się coś niesamowitego, świat jakby pojaśniał, wypełnił się tajemniczym blaskiem. Chłopiec poczuł niezwykłą więź z nieznanym mnichem, który wyrzekł się wszystkiego, by w cierpieniu podążać do Boga. Wstrząśnięty wrócił do domu i oświadczył, że zostanie księdzem.
Minęło kilka lat. Młody kapłan Josemaria pracował w najbiedniejszych dzielnicach Madrytu. Starał się pocieszać nędzarzy, bezrobotnych, chorych. 2 października 1928, gdy przemierzał cuchnące zaułki, doznał czegoś podobnego jak w dzieciństwie. Znów nieziemski blask, poczucie błogości i więzi z drugim człowiekiem. Ale już nie z bosym mnichem, lecz z biznesmenem w luksusowym samochodzie.

Przez bogactwo do świętości
Przełożeni księdza Escrivy patrzyli na niego z wielką podejrzliwością. To, co głosił, stało w jaskrawej sprzeczności z dotychczasowymi poglądami Kościoła na ideał chrześcijanina. Świętymi zostawali przecież niemal wyłącznie ci, którzy rezygnowali z dóbr doczesnych i wiedli żywot ascetów. Tymczasem Josemaria Escriva przekonywał, że zmieniły się czasy i Kościołowi najbardziej potrzebni są ludzie przedsiębiorczy, zamożni, wpływowi. Nie zrażały go żadne przeszkody, nawet wydany przez jednego z biskupów nakaz spalenia jego pism. Co postanowił, to robił. Po kilku latach skupił wokół siebie grono księży, polityków i biznesmenów. Pracę, jaką wspólnie wykonywali, nazwał Dziełem Bożym, czyli po łacinie Opus Dei.
Nie chcąc drażnić zwierzchników, nie chwalił się osiągnięciami. Wręcz przeciwnie – okrywał je tajemnicą. Ludzie mogli podejrzewać, że jakiś minister czy prezes banku wstąpił do Opus Dei, jednak dopóki nikt tego oficjalnie nie potwierdził, sprawa pozostawała jedynie plotką. A potwierdzić nikt nie mógł, gdyż organizacja nie ujawniała żadnych nazwisk. Mało tego, utajniła swój statut i zasady działania, członkowie byli zobowiązani do unikania jakichkolwiek rozmów na jej temat z osobami postronnymi. Jednym słowem – pełna konspiracja. Nic więc dziwnego, że zaczęto Opus Dei porównywać do masonerii. Jednak masoni mają zazwyczaj poglądy lewicowe i nie przywiązują zbytniej wagi do religii; natomiast członkowie Opus Dei wyznawali dokładnie przeciwstawne idee – byli bardzo prawicowi i bardzo religijni. Jednych i drugich łączyło natomiast zamiłowanie do tajemnicy, działania za kulisami oraz ukrywania przed profanami swych tajnych rytuałów.

Na podbój świata
Przez kilkanaście lat Opus Dei działało wyłącznie w Hiszpanii. Ambicje Josemarii Escrivy sięgały jednak dalej, chciał działać w skali świata. Przekonany, że wykonuje misję powierzoną mu przez Boga, angażował się w nią z taką energią, że wszystko stawało się możliwe. Skoro nie chcieli go wspierać biskupi z ojczystej Hiszpanii, szukał poparcia wyżej – w Watykanie. I choć trudno w to uwierzyć, osiągnął cel.

W 1950 roku papież Pius XII nadał Opus Dei status instytutu świeckiego. Tak to brzmiało w języku prawniczym, a znaczyło tyle, że organizacja została uznana za świecki zakon i może działać legalnie wszędzie tam, gdzie żyją katolicy. Ojciec Święty zapalił zielone światło do „podboju” świata, a hiszpański ksiądz stał się rycerzem przewodzącym tej nowej krucjacie. Ponieważ wiódł za sobą niejednego arystokratę, milionera czy ministra, musiał wyrzec się dotychczasowej skromności. Przybrał więc szlachecki przydomek swojej matki i odtąd na czele Opus Dei stał już człowiek, który samym brzmieniem nazwiska wzbudzał szacunek – Josemaria Escriva y Balaguer.
Jego wysłannicy najpierw dotarli do Francji i Portugalii, po kilku latach byli już w Ameryce Łacińskiej, Niemczech, Austrii, Włoszech, Irlandii. W latach 80. minionego wieku pojawili się w Europie Środkowej, także w Polsce – najpierw w Szczecinie, następnie w Warszawie. Obecnie ośrodki Opus Dei znajdują się w co najmniej 90 państwach, liczbę jego członków szacuje się na 90 tysięcy. To już potężna siła, zwłaszcza że nikt do końca nie wie, kim są te tysiące. A Instytut, mimo że działa legalnie, wciąż niechętnie ujawnia swoje sekrety.

Waldemar GasperUratowali bank Watykanu?
Dziś nie ma jednak takiej tajemnicy, której nie próbowaliby przeniknąć dziennikarze. W 1979 udało się to reporterom hiszpańskim. Z uzyskanych przez nich informacji wynikało, że w pewnym momencie na 19 ministrów wchodzących w skład rządu aż 12 należało do Opus Dei. Jego członkowie działali na niemal wszystkich wyższych uczelniach, w redakcjach 600 gazet i czasopism, w 38 agencjach informacyjnych i reklamowych, w 12 wytwórniach filmowych, w kilkudziesięciu największych przedsiębiorstwach państwowych.
Równie wpływowa była organizacja w Chile i we Włoszech. W prasie włoskiej pojawiły się doniesienia, że finansiści należący do Opus Dei w ostatniej chwili uratowali przed bankructwem bank Watykanu, który lekkomyślnie wdał się w interesy z upadłym i wplątanym w różne afery Banco Ambrosiano. Po cichu miał im pomagać ówczesny premier Giulio Andreotti, prawdopodobnie również związany z organizacją. Gdzieś w tle pojawiała się postać francuskiego finansisty Jacquesa Santerre`a, który w przyszłości zostanie przewodniczącym Komisji Europejskiej. Dobre usługi organizacji świadczył Francesco Cossiga, w przyszłości – prezydent Włoch. Czy te awanse wynikały jedynie z osobistych zalet, czy też stał za nimi potężny sojusznik?
Ujawnienie tych faktów skłaniało niektórych dziennikarzy i polityków do podejrzeń, że Opus Dei stanowi zagrożenie dla demokracji i potajemnie przejmuje władzę. Ksiądz Escriva nie mógł już odpowiedzieć na te zarzuty, gdyż zmarł cztery lata wcześniej. Dzieło Boże kontynuowali jednak jego następcy. I zgodnie zapewniali, że nie dążą do osiągnięcia celów politycznych.
Nie wszystkich przekonali.

Opus Dei w Polsce
Oficjalną działalność w naszym kraju Opus Dei rozpoczęło natychmiast po zmianie ustroju. Już w 1989 zaprosił je do swojej diecezji biskup Kazimierz Majdański ze Szczecina. Rok później powstał ośrodek w Warszawie. Pierwszym księdzem, który kierował Dziełem był Stefan Moszoro–Dąbrowski, Polak, ale urodzony w Argentynie. Dzisiaj opieką duchową nad członkami Opus Dei sprawuje sześciu kapłanów, w większości cudzoziemców.
  Organizacja jest elitarna, liczba rodaków, którzy złożyli śluby, nie przekracza 500. 3–4 razy liczniejsze jest grono stałych współpracowników. Adresy ośrodków w Warszawie, Szczecinie i Krakowie można znaleźć bez problemu, znacznie trudniejsze jest poznanie nazwisk. Z bardziej znanych postaci, jawnie o swojej przynależności powiedział jedynie były szef Telewizji Familijnej Waldemar Gasper. Według tygodnika „Wprost” i „Rzeczpospolitej” w kręgu Opus Dei znajduje się grupa wpływowych polityków prawicy, m.in. posłowie Kazimierz Ujazdowski, Marek Jurek, Roman Giertych, Wiesław Walendziak oraz członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jarosław Sellin. Jedna z siedzib organizacji mieści się w pobliżu Sejmu.
Roman Giertych
Kto jest kim
Na czele Opus Dei stoi prałat, wybierany przez Kongres Generalny i mianowany przez papieża. Obecnie prałatem jest hiszpański biskup Javier Echevarria. Bieżącą działalnością kieruje Rada Generalna, w skład której wchodzą prałat, jego zastępca, sekretarz, prefekt do spraw studiów i stały przedstawiciel Opus Dei w Stolicy Apostolskiej. Każdy kraj stanowi region zarządzany przez wikariusza generalnego – obowiązkowo musi nim być duchowny. W pracy pomaga mu rada, do której mogą należeć świeccy.
Członkowie Opus Dei dzielą się na trzy główne grupy:
- supernumerariusze – kobiety i mężczyźni, którzy założyli rodziny i pracują zawodowo;
- numerariusze – żyją w celibacie i mieszkają razem w domach należących do Dzieła;
- przyłączeni – dobrowolnie wybrali celibat, ale żyją i pracują samodzielnie, w świecie świeckim.