Strona główna
OTWÓRZCIE SERCA I DŁONIE
Gdy dopada nas choroba, leczymy jedynie ciało. A przecież człowiek składa się nie tylko z ciała. Dlaczego uzdrowienie na drodze duchowej miałoby być niemożliwe?
- Nie, proszę nie krzyżować rąk, nie zakładać nogi na nogę - pani Kamila uśmiecha się do grupki osób zgromadzonych w świetlicy bursy szkolnej na warszawskim Grochowie. - Jeśli kręgosłup na to pozwala, najlepiej nie opierać się o krzesło. Dłonie, otwarte, proszę położyć na kolanach. W ten sposób nie zablokujecie państwo uzdrawiającej energii, która spływa na was prosto od Boga.
Przyjaciele Bruna
Słuchacze posłusznie korygują postawę. Przyszli tu, bo potrzebują pomocy. O kole przyjaciół Bruno Groninga słyszeli coś - piąte przez dziesiąte - od znajomych, z gazet. Zawiódł lekarz, nie pomógł bioenergoterapeuta, zioła były nieskuteczne. Więc może tutaj...
NIEZWYKŁY SEN CIEŚLI
31 maja 1906 w Gdańsku Oliwie w rodzinie ubogiego cieśli Groninga przyszedł na świat jego czwarty syn - Bruno. Sześcioro rodzeństwa rosło zdrowo, choć głodno.
Bruno miał dziwny dar. Tam, gdzie się pojawiał, ucichały kłótnie. Miejscowy knajpiarz posyłał po niego, gdy tylko w szynku wybuchały awantury, chore zwierzaki włóczyły się za nim grupkami, a złe psy w jego obecności łagodniały. Także ludzie trapieni rozmaitymi dolegliwościami czuli się lepiej, gdy obok nich pojawiał się ten chłopiec.
Był zdolny, zdał do Szkoły Handlowej, ale ojciec wolał, by został cieślą. Wybuchła II wojna światowa. W 1943 roku Bruna wcielono do Wehrmachtu. Po paru tygodniach trafił do rosyjskiej niewoli. Tam w sposób szczególny ujawniły się jego niezwykłe zdolności: przywracał do zdrowia jeńców, którym, wydawało się, nic już nie mogło pomóc.
Gdy wrócił do Niemiec, towarzyszyła mu sława uzdrowiciela. W marcu 1949 r. poproszono go do chorego na zanik mięśni ośmiolatka, Dietera Hulsmanna. Po paru dniach chłopiec, od miesięcy nie wstający z łóżka, zaczął nie tylko chodzić, ale i biegać. Jego rodzice opowiedzieli o wszystkim dziennikarzom. Do Groninga zaczęły napływać tłumy chorych. Wielu doznawało uzdrowienia. Mimo to w sierpniu 1949 zakazano Groningowi publicznej działalności. A w marcu 1955 wytoczono mu proces o rzekome nieumyślne spowodowanie śmierci jednego z pacjentów. Uzdrowiciel zmarł 26 stycznia 1959 roku, w związku z czym proces został zakończony bez wydania wyroku. Sekcja zwłok wykazała, że wnętrzności Groninga wyglądały, jakby strawił je ogień. Mistyk twierdził, że jeśli nie będzie mógł przekazywać dalej uzdrawiającej siły - spali się...
K.M.
Pani Kamila mówi o Groningu, niemieckim mistyku, który dokonywał masowych uzdrowień, jak o kimś bliskim: - Bruno powiedział, że będzie pomagał ludziom, nawet kiedy odejdzie z tego świata. I pomaga. Mnie uzdrowił z ciężkich chorób. Zawsze na sercu noszę jego zdjęcie. O, zobaczcie...
Na działanie promienia uzdrawiającej Bożej energii można się nastawić, tak jak nastawia się zegarek. - Wyobraźcie sobie wielki kosz albo worek - doradza pani Kamila. - Co kto woli. I w wyobraźni wrzućcie do niego wszystko, co wam przeszkadza, także myśli o waszej chorobie. Musicie otworzyć serca i dłonie. Zbytnie mędrkowanie będzie wam tylko przeszkadzać.
Są dwa źródła ludzkich myśli: Bóg i Szatan. - Jeżeli wydaje się wam, że to wy jesteście twórcami własnych myśli - mylicie się. Musicie pielęgnować te dobre, od Boga, i przeganiać szatańskie. Wtedy człowiek jest zdrowy. To trudne, ale możliwe. Prowadząca spotkanie ostrzega jeszcze: - Gdy organizm się oczyszcza, mogą się z nami dziać różne dziwne rzeczy: ataki bólu, wymioty, mdłości, rozwolnienia. To jest dobre - uspokaja wszystkich. - Trzeba się z tego cieszyć.
Przechodzimy do rzeczy: będziemy "nastawiać się" na uzdrawiającą energię, słuchać fragmentów wykładów Groninga i świadectw tych, którzy doznali uzdrowienia. Na sali jest około stu osób. W różnym wieku. Przeważają kobiety.
Odbiłam się od dna
- Byłam na dnie - mówi Teresa Biagi. - Miałam wrzody żołądka, torbiel w nerce. Bez przerwy chorowałam. Jak nie angina, to przeziębienie. Rozkołatane nerwy. Lekarstwa łykałam kilogramami. W jakimś piśmie przeczytałam o kole przyjaciół Bruna Groninga. Napisałam do nich o wszystkim, co mnie dręczyło. Dostałam odpowiedź:
"Proszę nie wyrzucać bólu, tylko zadzwonić do pani Wiesi Mrugały". Nazajutrz było spotkanie. Poszłam. Wyniosłam z niego jedną obsesyjną myśl: w zdrowym ciele - zdrowy duch.
Potem zaczęło się oczyszczanie. Prawie przez trzy tygodnie Teresa Biagi z trudem wstawała z łóżka, wymiotowała, męczyła ją biegunka, śmierdzące poty. Po upływie tych trzech tygodni zrobiła gastroskopię i poszła z wynikami do lekarza. Ten zapytał zdziwiony: "Po co pani tu przyszła? Przecież jest pani zupełnie zdrowa." Wieczorem wyrzuciła ogromną torbę z lekami do śmieci. - Zmieniło się całe moje życie. Przebaczyłam swoim krzywdzicielom. Zrozumiałam, że błędów mam szukać w sobie, nie w innych. Zaufałam Bogu.
Mam siedem lat
Wiesława Mrugała miała kiedyś poważne kłopoty z kręgosłupem, z trudem się poruszała. Trzech specjalistów orzekło niezależnie od siebie, że jest niezbędna operacja, ale ona bała się skalpela jak ognia. Gdy dowiedziała się o uzdrowieniach na drodze duchowej, postanowiła spróbować. Była pełna wątpliwości. - Modliłam się, żeby Pan Bóg mną pokierował; jeśli On nie miał nic wspólnego z tym uzdrawianiem, to i ja nie chciałam...
Pojechała na spotkanie do Legionowa, ale od nikogo nie mogła się dowiedzieć, gdzie jest ulica, której szuka. Gdy miała serdecznie dosyć błądzenia, ze sklepu monopolowego wyszedł mężczyzna o ogniście rudej czuprynie. On znał drogę... W domku pod lasem nikogo nie było. Pani Wiesia zastukała do sąsiadów, żeby pożyczyć długopis - chciała zostawić swój numer telefonu. I wtedy nadjechał samochód. - Jak pani mnie tu znalazła? - zdziwiła się Renata Dąbrowska. - Po prostu Pan Bóg mnie tu przyprowadził - odpowiedziała.
Zabieg chirurgiczny okazał się niepotrzebny. - Podczas nastawiania się na uzdrawiający promień przeszłam coś w rodzaju operacji bez znieczulenia - mówi. - Czułam cięcie, a potem byłam osłabiona jak podczas rekonwalescencji. Powoli oczyszczałam się z tego całego brudu. Nauczyłam się dbać o swoje myśli, słowa i czyny. Staram się, żeby były dobre.
Pani Wiesława lubi mówić, że ma... siedem lat. Tyle właśnie minęło, odkąd poznała naukę Bruna Groninga.
Za bliskich, krzywdzicieli i wszechświat
Koło przyjaciół niemieckiego mistyka to nie sekta. Na spotkania może przychodzić każdy: katolik, prawosławny, mahometanin i ateista. Bóg w swoim miłosierdziu uzdrawia nawet tych, którzy go odrzucają. Trzeba tylko uwierzyć, że to możliwe. Każde spotkanie kończy się polecaniem innych uzdrawiającej bożej energii. Ktoś prosi o pomoc dla swoich bliskich, ktoś dla przyjaciół i krzywdzicieli. Jeszcze kto inny troszczy się o chore zwierzęta czy cały wszechświat.Krzysztof Myśliwiec
Fot. M. Czuba
Przyjaciele Bruna
31 maja 1906 w Gdańsku Oliwie w rodzinie ubogiego cieśli Groninga przyszedł na świat jego czwarty syn - Bruno. Sześcioro rodzeństwa rosło zdrowo, choć głodno.
Gdy wrócił do Niemiec, towarzyszyła mu sława uzdrowiciela. W marcu 1949 r. poproszono go do chorego na zanik mięśni ośmiolatka, Dietera Hulsmanna. Po paru dniach chłopiec, od miesięcy nie wstający z łóżka, zaczął nie tylko chodzić, ale i biegać. Jego rodzice opowiedzieli o wszystkim dziennikarzom. Do Groninga zaczęły napływać tłumy chorych. Wielu doznawało uzdrowienia. Mimo to w sierpniu 1949 zakazano Groningowi publicznej działalności. A w marcu 1955 wytoczono mu proces o rzekome nieumyślne spowodowanie śmierci jednego z pacjentów. Uzdrowiciel zmarł 26 stycznia 1959 roku, w związku z czym proces został zakończony bez wydania wyroku. Sekcja zwłok wykazała, że wnętrzności Groninga wyglądały, jakby strawił je ogień. Mistyk twierdził, że jeśli nie będzie mógł przekazywać dalej uzdrawiającej siły - spali się...