HALUCYNACJE, KAMIENNE NAGRANIA I SPIRYTYSTYCZNE OSZUSTWA
Czy duchy istnieją? Jest wiele dowodów na to, że tak. Ale zdarza się też, że coś, co wygląda na działanie ducha, na pewno nim nie jest.Pewnej grudniowej nocy 1974 roku pisarka z Toronto, Vicki Branden, zatrzymała na chwilę samochód, by wypuścić psa. Naraz w świetle reflektorów samochodu ujrzała motocyklistę. Stał kilkanaście metrów przed nią. Był to potężny, typowy harleyowiec, jakich pełno w amerykańskich filmach kryminalnych. I w jednej chwili zniknął...
Przez wiele lat probostwo w Borley miało opinię najbardziej nawiedzonego domu w Anglii.
Straszyła tam zakonnica i woźnica bez głowy...
Kiedy przestraszona kobieta wróciła wraz z psem do samochodu, poczuła wewnątrz tak silny i nieprzyjemny odór, że zwymiotowała. Nie, zapach nie miał nic wspólnego z "duchem". Pochodził ze sprayu służącego do uruchamiania silników. Zawór był nieszczelny i środek ulatniał się, wywołując halucynacje. Dlaczego jednak pod jego wpływem kobieta ujrzała motocyklistę? Możliwe, że właściwej odpowiedzi udzielił jej własny syn: "Nie chcesz kupić mi motocykla, bo boisz się, że zostanę niebezpiecznym harleyowcem. Twoje obawy pobudziły wyobraźnię. "
Halucynacje zdarzają się chorym w gorączce. Doświadczył tego na sobie XVIII-wieczny księgarz z Berlina, który przez prawie dwa miesiące choroby widywał nie istniejących ludzi i takież przedmioty. Słyszał też głosy (to zjawisko znane w psychiatrii). Szczęściem potrafił odróżnić prawdę od fikcji.
Legioniści sprzed wieków
Harry Martindale w 1953 roku instalował centralne ogrzewanie w piwnicy Domu Skarbnika w Yorku (Anglia). Kiedy wykuwał dziurę w suficie, usłyszał dźwięki trąbki i ze ściany wyszedł... rzymski legionista. Po chwili ukazał się kolejny, na koniu, a za nim cały oddział. Wszyscy byli identycznie umundurowani, na głowach mieli hełmy, a u pasa krótkie miecze.
Można byłoby posądzić instalatora o to, że postradał zmysły, gdyby nie fakt, że pod Domem Skarbnika biegł kiedyś rzymski trakt. W parapsychologii istnieje termin "kamienne nagrania". Otóż pewne zdarzenia z przeszłości zostają zapisane w miejscu, w którym się rozegrały. Wiadomo z historii, że York często był najeżdżany przez rzymskie legiony. Dlaczego jednak tylko część zdarzeń zostaje zapisana, oraz jaki mechanizm powoduje nagłe ich odtworzenie - tego już spirytyzm nie wyjaśnia.
Dla sławy zrobią wszystko
Za najbardziej nawiedzony dom w całej Anglii uchodziło probostwo Borley w Suffolk, zamieszkane przez wielebnego Henry'ego Bulla i jego syna, Harry'ego. Obydwaj panowie zgodnie utrzymywali, że widują całą masę zjaw i straszydeł, którym przewodziła upiorna zakonnica. Po korytarzach domostwa pędził, jak twierdzili, widmowy powóz, powożony przez człowieka bez głowy.
Później probostwo zamieszkiwała rodzina wielebnego Guya Smitha. Dziennikarz i badacz zjawisk paranormalnych, Harry Price, napisał, że Smithowie wprowadzili się do upiornego domu w 1928 roku. Niszczejący budynek zamieszkiwały ropuchy, szczury, żaby i traszki. Rodzina Smithów w duchy jednak nie wierzy i wierzyć nie chce... Gospodarze musieli dość szybko zmienić swój stosunek do parapsychologii, bo tuż po wizycie Price'a w domu rozdzwoniły się niewidzialne dzwonki, tu i ówdzie zaczęły odzywać się tajemnicze szepty, rozlegały się kroki, a nadto samoczynnie rozbił się wazon.
W efekcie tych cudów probostwo znów zmieniło właścicieli. Wraz z wprowadzeniem się rodziny Foysterów, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Co rusz wybuchały pożary, samoczynnie przemieszczały się meble, coś zrywało kołdrę z łóżka pani Foyster, a jakaś tajemnicza Marianna ustawicznie wypisywała na ścianach błagania o pomoc.
Najciekawsze zaś było to, że wszystkie brewerie odbywały się tylko w obecności Price'a. I ten właśnie fakt dał do myślenia uczonym z Towarzystwa Badań Metapsychicznych, które w 1956 roku opublikowało wyniki swoich prac. A były one dla Price'a druzgocące. Zwłaszcza po tym, jak pewien dziennikarz podczas sporządzania notatek do reportażu został znienacka uderzony kamieniem w głowę. Rychło okazało się, że pełne kieszenie tych pocisków ma właśnie sam Price.
Wspólnikiem Price'a był Foyster. A chodziło zwyczajnie o pieniądze; dziennikarz napisał o Borley parę książek, na których nieźle zarobił, a Foyster na zarobek miał nadzieję. Tym sposobem legenda o "nawiedzonym probostwie" legła w gruzach - wraz z nadziejami nieuczciwego gospodarza.Adam Lipczyński